czwartek, 17 stycznia 2013

Rozdział 4


          Nick natychmiast wydał rozkaz. W możliwie jak najszybszym tempie przygotowywaliśmy się do odlotu. Musieliśmy natychmiast znaleźć się w Nowym Meksyku.
          Kiedy każdy poszedł już w swoją stronę, ja zatrzymałam się na chwilkę na jednym z wielu korytarzy. Thora wciąż nie było widać, a ja nie miałam pojęcia, gdzie jest i – przede wszystkim – czy wie o Lokim. Bo jeśli tak, to pewnie już dawno był u Jane. Miałam tylko nadzieję, że nie natrafił na swojego brata. Bo wtedy już nie byłoby tak zabawnie.
          Uśmiechnęłam się w duchu. Ciekawe, dla kogo ? Wiedziałam sporo na temat Lokiego, a m.in. właśnie to, że Thor jest od niego silniejszy.
          Zmarszczyłam na chwilę brwi. „Muszę być tam pierwsza. Koniecznie.”
          Tylko…jak to zrobić bez wykorzystywania mocy? Cholera.

          Szybkim krokiem przemierzałam korytarze, nie mając w ogóle pojęcia, co wyprawiam. Matko, tak durny pomysł mógł przyjść do głowy tylko mi ! T.A.R.C.Z.A. stwierdzi zapewne, że im nie ufam, albo- co gorsza- zaczną coś podejrzewać. O ile już nie podejrzewają. Jestem ciekawa, czy w ogóle mi się to uda. Bo niby na jakiej podstawie mieli dać mi samolot, nieważne, czy jednoosobowy czy inny, skoro za chwilę do akcji wkroczyć mają pozostali Avengersi? Jeśli wydadzą mi samolot, oficjalnie stwierdzam, że są nienormalni, a Nick nie ma „gustu” do pracowników. No, ale kto nie ryzykuje, ten nic nie ma. Mogę mieć jedynie tę cichą nadzieję, że naprawdę są tacy, jak ich opisałam (w końcu to zwykli ludzie) albo po prostu nie wiedzą o mnie wiele i myślą, że jestem jakimś bossem. W razie czego pomacham im przed oczami plakietką z informacją o mojej przynależności do tej, pożal się Boże, agencji. Dlaczego ja w ogóle zgodziłam się na to, żeby tu przyjechać? Ach, no tak – Bruce. Jestem zdecydowanie zbyt dobrą osobą.
          Skręciłam w lewo i już przekraczałam próg siedziby głównej zarządzania ustrojstwem, którym właśnie przemierzaliśmy niebo. Tak jak się spodziewałam – nie było tu Furry’ego. Bingo.
Oczy wszystkich osób przebywających w pomieszczeniu skierowały się teraz na mnie. Jak się okazuje, byli to sami mężczyźni, jakieś 9 osób, każdy przy komputerze. Bingo po raz drugi- mój plan miał spore szanse ziszczenia się.
Przeczesałam dłonią włosy i z podniesioną głową podeszłam do chłopaka siedzącego przy największym komputerze.
- Ty tu jesteś szefem?- spytałam z tak dobrze już wyuczoną pokerową twarzą. On jedynie przełknął ślinę.
- Nick..- zaczął, ale perfidnie weszłam mu w zdanie.
- Wiem, ale to ty jesteś zastępcą, tak?- pokiwał głową. W jego oczach dostrzegłam pewnego rodzaju lęk. Miałam ochotę się roześmiać. O tak, wszystko szło po mojej myśli.
- Świetnie, w takim razie proszę udostępnić mi samolot Puffin – „Kto do cholery wymyśla te nazwy?!” – pomyślałam w duchu.
- Ale…tu potrzeba zezwolenia…
- Nie potrzeba, mam je- ponownie weszłam mu zdanie.
- Nawet jeśli, jednoosobowy samolot elektryczny Puffin jest tylko prototypem. – nareszcie odzyskał język w gębie.
- Prototyp wystarczy, chcę się nim udać tylko parędziesiąt kilometrów w jedną stronę.- przysiadłam z brzegu jego biurka – Poza tym, spokojnie- poradzę sobie. Jestem dużą dziewczynką, której ojciec był pilotem- uśmiechnęłam się promiennie. To aż zadziwiające, z jaką łatwością przychodziło mi kłamanie. – Znam się na tym doskonale. Więc jak będzie? Współpracujesz, czy mam go sobie sama odnaleźć i odpalić, udowadniając przed Nickiem, jak niekompetentną ma załogę?- wciąż się uśmiechałam, co tylko wywoływało jego większy lęk. Bo choć na twarzy miałam ten ironiczny uśmiech, moje oczy ciskały błyskawice.
Mężczyzna zrekompensował się natychmiast. Od razu zaczął wydawać innym poszczególne polecenia, a mi- tak jak sobie życzyłam- wskazał drogę do Puffina.
Miałam rację- pracownicy Nicka to banda idiotów.

          Steve, Natasza, Clint i Tony w możliwie jak najszybszym tempie kierowali się do wyjścia z głównej siedziby T.A.R.C.Z.Y. Fury i agent Coulson już czekali na nich na zewnątrz. 
Kiedy Avengersi zbliżali się do swojego szefa, ten nie krył zdziwienia.
- A gdzie pozostali ? Bruce’a rozumiem, ale Ida, a przede wszystkim Thor ?
- Nie mamy pojęcia – Steve rzucił agentom bezradne spojrzenie. Fury westchnął ze wściekłością.
- Już dawno powinniście startować, przecież nie mamy czasu! – z sekundy na sekundę był coraz bardziej zdenerwowany.
- To ja już lecę. – Stark zasalutował wesoło i wzbił się w powietrze.
-  Czekaj – zatrzymał go Nick – Na razie nigdzie się nie ruszaj.
- Nie rozumiem, na co jeszcze czekamy- Tony nie krył swojej irytacji – Skoro ich nie ma, to najwyraźniej olewają swoje obowiązki i tyle… - ostrożnie wylądował na ziemi.
- To nie w ich stylu – stwierdziła Natasza.
- Jeszcze nie skończyłem. – wtrącił Iron Man – Najprawdopodobniej jednak nasza nowiutka znawczyni mitologii i bohater wyżej wspomnianych tekstów coś kombinują.
- Co masz na myśli ? – Nick niemal przewracał swoje oko. Wszyscy byli zniecierpliwieni. Zwykle działali żywo i szybko, a teraz stali przed wejściem do wnętrza siedziby i debatowali nad tym, gdzie aktualnie podziewa się dwójka pozostałych Avengersów. A czas leciał. W powietrzu aż dało się słyszeć nieznośne, coraz głośniejsze tykanie : TIK TAK, TIK TAK, TIK TAK…
- Jeszcze dziś widziałem ich razem na korytarzu, ostatnio również o czymś szeptali między sobą, w ogóle strasznie dużo czasu spędzają razem…
- Tylko nam nie mów, że jesteś zazdrosny !- prychnął Steve.
- Nie, chce tylko powiedzieć, że coś przed nami ukrywają i jest to pewne. I nie sugeruj czegoś, co jest nieprawdą ! – Stark z uśmiechem na twarzy pogroził mu palcem. Reszta także na moment się rozluźniła.
- Czy coś kombinują, czy nie, sprawdzimy potem. Teraz nie ma czasu. Pakujcie się w samolot i jak najszybciej lećcie do Nowego Meksyku. Cały czas będziemy w kontakcie. – Fury na powrót przemienił się w szefa.
- No, to ja już lecę – Tony ponownie zamierzał wzbić się w powietrze.
- Wolałbym, abyś współpracował z innymi. – stwierdził agent, a Stark przewrócił oczami. Już otwierał buzię, by coś powiedzieć, kiedy nagle, z potężnym świstem, przeleciał nad nimi jednoosobowy samolot, pilotowany przez samą Idelle.
- Co do…- wykrztusił Nick.
- O, znalazła się – wyszczerzył się Anthony – To co, teraz już mogę lecieć, czy mam jeszcze chwilkę poczekać ?- agent nie odezwał się, co Iron Man wziął za zezwolenie i czym prędzej oderwał się od ziemi, by już za chwilę być wysoko w chmurach.

          Nawet nie wiedziałam, że ten samolot jest taki szybki ! Szybszy niż Blackbird ! Postanowiłam nazwać go inaczej, niż Puffin. To taka okropna nazwa ! Pan Puffin- tak brzmi o niebo lepiej.
          Przetarłam ręką spocone czoło. Było strasznie gorąco, a ja zestresowana siedziałam w metalowej puszce, będąc bliżej słońca niż kiedykolwiek w życiu. Nic więc dziwnego, że mi odwalało.
          Niecałe pół godziny później stąpałam po kompletnie suchej ziemi. Rozejrzałam się dookoła. Nigdzie śladu żywej duszy. Jakby miasteczko zostało nagle opuszczone. Dziwne.
          Ostrożnie stąpałam po piasku. Lokiego tu już nie było, ale wciąż miałam nieodparte wrażenie, że coś jest nie tak. Kusiło mnie nawet, żeby zawołać Thora, ale jakieś niezidentyfikowane uczucie mi na to nie pozwalało. Strach ? Być może. Manipulacja ? Niewykluczone.
          Gdy tak zamyślona chodziłam i rozglądałam się na boki, ni stąd, ni zowąd, pojawiła się przede mną postać mężczyzny. Momentalnie stanęłam jak wryta. W tamtym momencie zamieniłam się w słup soli.
Mężczyzna miał średniej długości, kruczoczarne włosy, z lekko wywiniętymi końcówkami. Jego skóra była blada, o odcieniu podobnym do kości słoniowej. Nawet z dosyć dalekiej odległości było widać, że jego oczy mają barwę czystego, głębokiego szmaragdu. Nie można było oderwać od nich wzroku, tak bardzo hipnotyzowały. Miał ślicznie uwydatnione kości policzkowe i wąskie usta.
          Szczerze ? Gdybym nie znała mitologii, a on miałby na sobie inny strój, pomyślałabym, że jest niesamowicie przystojnym aktorem bądź kimś równie bogatym i sławnym.
          A to był jedynie bóg z Asgardu, Loki.
          Patrząc na to przez pryzmat czasu byłaby to zabawna, nieco niezręczna, ale wciąż bardzo śmieszna i dziwna sytuacja. Lecz wtedy nie widzieliśmy nic niezwykłego w staniu i gapieniu się na siebie bez przerwy przez kilkanaście minut.
          To było wręcz niesamowite.
          Staliśmy naprzeciwko siebie, patrząc sobie w oczy.
          Żadne z nas nie wyciągnęło broni.
          Żadne z nas nawet nie drgnęło.
          Dopóki nie usłyszeliśmy kroków. Dopiero wtedy oprzytomniałam. Przypomniał mi się prawdziwy cel mojej podróży, więc natychmiast sięgnęłam po broń. Jak się okazało, równocześnie z nim. 
Jednak i tym razem zastygliśmy bez ruchu. Ani ja, ani on, nie potrafiliśmy się w tym momencie zaatakować. A przecież to było takie proste ! Mogłam do niego strzelić z pistoletu, aby go oszołomić, a potem nawet „poświęcić się” i rzucić w niego kulą elektryczną. Ale nie zrobiłam nic.
          On też nie.
          Więc o co tu, do cholery, chodziło ?
          Być może nawet bym się dowiedziała, gdyby nie świst dochodzący z góry. Obydwoje zwróciliśmy w tamtą stronę swoje twarze. To był Stark.
Normalnie pewnie wywróciłabym oczami, ale w tamtej chwili bardzo się cieszyłam, że był tam szybciej od reszty.
- O, widzę że znalazłaś syna marnotrawnego – wyszczerzył się. Bałam się, że jak się odezwę, nie będę w stanie wydobyć z siebie głosu.
- Jak widać…- uff, udało się. Dla pewności odchrząknęłam.
- Dobra robota, ale na przyszłość poczekaj chociaż na mnie, może wtedy nie zbłądzisz. – wylądował obok Lokiego. Swoją drogą to bardzo zaskakujące, że jeszcze nie zaatakował. Zdziwiłam się tym tak bardzo, że dopiero po chwili dotarł do mnie sens słów Starka, który teraz trzymał w swojej żelaznej ręce broń Asgardczyka.
- Jak to: nie zbłądzę ?- uniosłam brwi.
- No, normalnie. Miasteczko, do którego mieliśmy się udać, jest tu niedaleko, ale to nie to. To dawne Antiguo. Zbudowali nowe, bo ziemia, jak sama widzisz, jest tu za bardzo poniszczona, żeby cokolwiek tu rosło, a głównie z rolnictwa utrzymywała się ta miejscowość- wyjaśnił. Kiwnęłam tylko głową.
- To jak mnie znalazłeś ? – byłam ciekawa, w końcu prawidłowe Antiguo jest gdzieś indziej.
- Nie jestem ślepy. – odparł jedynie, wywracając przy okazji oczami. Zastanawiam się, czy to możliwe, żeby kiedyś mi, bądź jemu, wypadły one z tego powodu.
- Thor się znalazł ? – kolejne pytanie z mojej strony.
- Skąd mam wiedzeć, wylądowałem od razu tu – w tym oto momencie Tony chciał skuć Lokiego w kajdany, ale kiedy tylko go musnął, przebił go rękami na wylot. Popatrzyłam na to z szeroko otwartymi oczyma. Tak- znałam jego zdolności, ale nigdy nie widziałam ich na żywo.
Nim się obejrzeliśmy, Loki zniknął, a wraz z nim jego broń, którą dzierżył Stark.
- No pięknie- mruknęłam.

***
Ehehehe, nie tak wyobrażaliście sobie pierwsze spotkanie Idelle i Lokiego ? I dobrze ! :P
Przepraszam, że rozdział tak późno, ale stwierdziłam, że lepiej nie pisać wcale, niż z przymusu. Tak poza tym to być może mam tą świńską grypę, a trzy dni temu prawie wylądowałam w szpitalu z powodu odwodnienia. Takie tam, mało ważne szczegóły, przez które tak wolno szło mi pisanie rozdziału.
No, ale jest przynajmniej trochę dłuższy.
Za ewentualne błędy przepraszam.

sobota, 29 grudnia 2012

Rozdział 3


 No i mamy już rozdział trzeci ;) Jeszcze przez godzinę czasu będzie trwała sobota, więc zdążyłam :D Myślę, że akcja powoli zaczyna nam się rozwijać, mimo że rozdział ten jest aktualnie chyba najkrótszy. Cierpię na chwilowy brak weny. Jest to uleczalne, ale w gruncie rzeczy nigdy nie wiadomo, kiedy przejdzie. Mam nadzieję, że w miarę szybko. Jedno jest pewne: w każdy weekend pojawi się rozdział, chyba że wcześniej poinformuję o innym terminie :)
Z okazji zbliżającego się Sylwestra itd. chcę Wam wszystkim życzyć szczęśliwego Nowego Roku, szampańskiej zabawy i tego, aby nadchodzący 2013 rok był lepszy od obecnego, bo - jak dla mnie przynajmniej - ten nasz 2012 był masakryczny i wręcz nie mogę się doczekać jego końca. :D


          Siedział na ławce w parku. Nie obawiał się zdemaskowania, ponieważ nikt w tym momencie nie miał prawa go zobaczyć. Myślał. Szczerze nie lubił nad czymś główkować, zwykle z góry wszystko wiedział, ale tym razem był do tego zmuszony. Musiał sobie przede wszystkim zrobić porządek w głowie.
           Obmyślił plan doskonały. Oczywiście, w jego mniemaniu. Jednakże nie tak łatwy do zrealizowania…
          „Czyżby?”- spytał siebie w myślach- „Jestem BOGIEM*, a BOGOWIE mogą WSZYSTKO”- uśmiechnął się. Po chwili jednak ukrył twarz w dłoniach. „To wręcz nie do wiary, gadam sam do siebie!”- ze złości rozwalił najbliższy kosz na śmieci. Miał szczęście, że nikogo nie było akurat w pobliżu. „Muszę. Się. Skupić.”- powtarzał wciąż sobie- „Ale na pewno nie tu.”- na jego twarz wkradł się chytry uśmieszek.

          Znalazł się w dosyć znajomym miejscu. Przed sobą miał laboratorium, które znacznie różniło się od dotąd mu znanych. Zastanowił się sekundkę. Obserwatorium- to właściwa nazwa. Na parterze wszystkie drzwi i okna były tylko przezroczystymi szkłami. Widział ją, jak na dłoni. Widział, jak pracuje, jak marszczy brwi, będąc w stanie totalnego skupienia. Uśmiechnął się. Wystarczyło jedno machnięcie ręką. Tylko jedno. Zawiedziony pokręcił głową. „Braciszek” wywiązał się z umowy, więc nie miał powodów, by to zrobić. Za chwilę jednak uśmiechnął się przebiegle. „Na razie”- wyszeptał w przestrzeń.

          Stałam oparta o ścianę, mając w głowie kompletny mętlik. Zacisnęłam powieki i przyłożyłam końcówki palców do skroni. Próbowałam się skupić. W głowie mi się nie mieściło to, czego właśnie się dowiedziałam.
- Pamiętaj, nikomu nie możesz o tym powiedzieć! Sam nie do końca wiem, dlaczego, ale mam do Ciebie zaufanie. Ty do mnie również. Wiesz chyba wszystko o Asgardzie, ja wiem prawie wszystko o Ziemi… Już raz Cię widziałem. Wiem, jakim jesteś człowiekiem. Więc proszę…- Thor spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- No ale…dlaczego?!- nadal byłam wzburzona.
- Bo to mój brat! Zawsze chciałem dla niego tego, co najlepsze.
- Najlepsze, co mogło go kiedykolwiek spotkać, było przebywanie w Asgardzie, choćby w więzieniu!
- Nie mów tak!
- A co, może kłamię? Wybacz, ale to właśnie Twój braciszek jest w tym dobry- prychnęłam.
- Nie znasz go…- Thor załamany oparł się o ścianę. Westchnęłam. Dlaczego oni wszyscy muszą być jak dzieci? No dobra, rozumiem ludzkich mężczyzn, ale bogów?!
- Może nie tak dobrze, jak ty, ale jednak znam.- odsunęłam się od ściany i podeszłam bliżej niego, kładąc mu dłoń na ramieniu w geście pocieszenia. Rozumiałam jego sytuację, ale w ogóle nie pojmowałam jego postępowania.
- On mi groził…Zrozum, nie chcę, aby coś jej się stało…To wszystko przeze mnie! Gdyby mnie nie poznała…- jeszcze nigdy nie widziałam boga w takiej rozsypce.
Uciszyłam go jednym gestem ręki.
- To nie Twoja wina, Thor. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jaki on jest. I jak by postąpił. Możliwe nawet, że na Twoim miejscu zrobiłabym to samo… ale nie mówiąc o tym reszcie, postępujesz źle.- tłumaczyłam mu, jak małemu dziecku.
- To i tak jest już bez znaczenia.- mruknął- Byśmy ich tym tylko jeszcze bardziej rozzłościli.
Miał rację. Ja wiedziałam jednak, że jeśli kiedykolwiek się o tym dowiedzą, będą na nas piekielnie wręcz wściekli. A najbardziej za to, że trzymaliśmy to przed nimi w tajemnicy.
- Okay, wiesz może w takim razie, gdzie on może teraz być?- kiwnął przecząco głową. Westchnęłam. Czyli że to naprawdę nieistotny szczegół.
          Odsunęłam się od Thora, aby mógł swobodnie odejść, a sama zamyśliłam się jeszcze przez moment. Miałam szczerą nadzieję, że analizując sobie to wszystko na spokojnie, znajdę jakiś drobny szczegół, który wskazałby zamiary Lokiego. 
Nie dane mi jednak było choćby poukładanie sobie tego w głowie, bo już za chwilę usłyszałam głos Nicka w słuchawce: „Wszyscy Avengersi do laboratorium nr 2. Mamy zebranie. To rozkaz!”.
„ Przyjęłam”- mruknęłam tylko w odpowiedzi.

          Kiedy weszłam do laboratorium, byli tam jedynie Stark, Bruce i Fury. Zaraz za mną wszedł Steve. Reszty jeszcze nie było. Podeszłam do Bruce’a, który trzymał w dłoni tablet, tym razem jarzący się na czerwono. 
- Co jest?- podbródkiem wskazałam urządzenie.
- Nareszcie coś ruszyło- Banner posłał mi uśmiech.
- Wszystko wyjaśnimy, jak tylko zjawi się reszta- rzucił Fury. W tym samym momencie do pomieszczenia weszła Natasza wraz z Clintem. Oparłam się o blat stołu. Brakowało już tylko Thora.
- Dobra, potem pokrótce ktoś mu to wszystko wyjaśni…- zaczął Nick- Bez żadnych wstępów i zbędnej paplaniny: znaleźliśmy Lokiego.- gwałtownie wciągnęłam powietrze do płuc. Tak jak większość, byłam zaskoczona. Z tą różnicą, że ja niezbyt mile.
- Gdzie?- agentka Romanov od razu przeszła do rzeczy.
- Puente Antiguo w Nowym Meksyku- odpowiedział Bruce, a ja poczułam się, jakby ktoś wylał mi na głowę kubeł zimnej wody. Przecież to właśnie w tamtym miasteczku mieszka Jane! Moje serce zaczęło bić nienaturalnie szybko. Zaczęłam panikować, co bardzo rzadko mi się zdarza. Więc zamiast myśleć o tym, jak przeprowadzić atak i go schwytać - co w tej chwili zapewne robili inni - ja zastanawiałam się, czy Loki jest w stanie dotrzymać umowy oraz czy przypadkiem nie wywołałam w sobie ponownej wady serca, bowiem z mojego czoła zaczęły już spływać krople potu i nie mogłam złapać oddechu.
- Wszystko w porządku…?- Bruce patrzył na mnie z niepokojem w oczach.
- Daj mi to- sięgnęłam po tablet. Wciąż nie wierzyłam. „To chyba jakiś kolejny chory, bardzo realistyczny sen.”- zaczęłam myśleć, kiedy stało się coś dziwnego. A mianowicie, czerwona kropka na mapie poruszyła się nieznacznie i… zniknęła.
Wszyscy spojrzeli w moją stronę, kiedy czerwień przestała oświetlać nasze twarze.
- Zniknął…- szepnęłam z niedowierzaniem, patrząc pustym wzrokiem na miejsce, gdzie przed sekundą znajdował się Loki.

A byliśmy już tak blisko…


***

*aż chciało mi się dopisać: "Uświadom to sobie, sobie...".

wtorek, 25 grudnia 2012

Rozdział 2


         Witajcie drodzy czytelnicy :) Bardzo Was przepraszam, za ten poślizg. Od tej pory postaram się być sumienna. Rozdział jest pisany głównie z perspektywy Idelle, bo to ona jest tą główną bohaterką. Mam nadzieję, że nie będzie Wam to przeszkadzać.
Ogromnie się cieszę, bo mam już dwie czytelniczki =) Teraz przynajmniej wiem, że ktoś czyta te moje wypociny :D

Bez dalszych wstępów, zapraszam na rozdział drugi ;))

          - No dobra, coś jeszcze?- rzuciłam w stronę Bruce’a. Właśnie siedzieliśmy w laboratorium i próbowaliśmy zidentyfikować miejsce aktualnego pobytu Lokiego.
- To tyle.- westchnął. Przewróciłam oczami.
- Przecież to czysta hipoteza! Podejrzewamy, że jest w, lub w pobliżu Nowego Jorku, bo był tu ostatnim razem. Tego nawet nie można nazwać hipotezą!
- Zgadzam się z tobą, ale aktualnie niewiele możemy zrobić…- zaczął się tłumaczyć.
- Daj mi to- weszłam mu w zdanie i sięgnęłam po ten jego przezroczysty tablet. Zerknęłam na ekran i ciężko westchnęłam. Czasem ten mój braciszek mnie zadziwia, i to w tym negatywnym sensie. No, ale przecież on jest fizykiem. Co ma fizyk wspólnego z położeniem geograficznym jednego z mitologicznych postaci? Cóż…jak się okazuje, chyba wiele. Przynajmniej tak sądzi Fury.
- Niby coś tu jest, ale tak naprawdę nic tu nie ma.- Banner parsknął śmiechem.
- Nie śmiej się, to poważna sprawa!- Bruce podniósł ręce w obronnym geście, wciąż z uśmiechem na ustach. Mimowolnie odwzajemniłam ten gest.
          Po chwili westchnęłam z rozrzewnieniem. Jak Nick to sobie wyobraża?! Że namierzymy Lokiego tylko na podstawie przypuszczeń?! Nie jesteśmy przecież jakimiś pieprzonymi czarodziejami!
          Przygryzłam wargę. Ten Fury zdecydowanie mi nie odpowiadał.
          I w tej oto chwili szklane drzwi laboratorium otworzyły się z cichym sykiem. Mieliście czasami wrażenie, że los robi wam na złość? Że chce was jeszcze bardziej dobić?  Ja miałam tak w tej chwili, kiedy próg laboratorium przekroczył Anthony Stark. Mimowolnie wzniosłam oczy do nieba, prosząc w duchu o cierpliwość.
          Od samego początku nie przypadł mi do gustu. Nie, żebym narzekała, ale już od pierwszej chwili wiedziałam, że współpraca z nim będzie niezwykle wręcz ciężka. Bo on zawsze tak czy siak działał na własną rękę.
          Wychodzę z założenia, że w każdej plotce kryje się choćby ziarno prawdy. Plotek i ploteczek na jego temat jest całe mnóstwo. I większość z nich jest naprawdę niemiła, choć to i tak bardzo łagodne określenie.
          Ja miałam na jego temat wyrobioną własną opinię. Wystarczyło jedno jego spojrzenie, jakim mnie obrzucił. Jedno, pełne pożądania spojrzenie, którym obrzucił mnie już na wejściu. I ten jego durnowaty uśmieszek. Czy on myśli, że ja nie wiem o Pepper? Nawet gdybym nie wiedziała, w życiu bym się z nim nigdzie nie umówiła. Nawet w służbowej sprawie.
Doskonale znam takich jak on, także w czasie naszej rozmowy pierwsze, co chciałam zrobić, to jebnąć go porządnie w twarz. Ale darowałam sobie. I bez tego jestem uważana za wariatkę.
          - No i jak wam idzie szukanie naszego bożka?- prawie zaświergolił radośnie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że aż tak bardzo mnie irytuje.
- A jak myślisz?- mruknął Bruce.
- Nie przejmujcie się, u wszystkich to samo.- żachnął się.
Wzruszyłam ramionami. Oczywiście, że u wszystkich to samo. Niby jak Fury wyobraża sobie nasze odnalezienie Lokiego? Że popatrzymy na mapkę w komputerze i od razu będziemy wiedzieli, gdzie on jest? A może znów obciąży wszystkim Bruce’a?
To ja już wolę iść do wróżki.
- To raczej nie jest pocieszająca myśl- stwierdziłam.
- Nie wątpię- odparł Tony- Mogę?- wyciągnął rękę w moją stronę. Ze świstem wypuściłam powietrze z ust i podałam mu tablet. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że nawet jeśli powiem nie on i tak go sobie weźmie. 
- No, faktycznie nic- skwitował.
Zastanowiłam się przez chwilę. Przyłożyłam końcówki palców do skroni. I co teraz? Będziemy tu tak siedzieć i czekać na zbawienie? Zmarszczyłam brwi.
- Co masz na myśli mówiąc, że u wszystkich tak samo?- zwróciłam się w stronę Starka.
- To oczywiste. Wszędzie tylko przypuszczenia. Tylko Thor  próbuje nawiązać kontakt z jakimś tam strażnikiem- wzruszył lekceważąco ramionami.
Uśmiechnęłam się gorzko.
- Ciebie to w ogóle nie rusza, prawda?- rzuciłam jemu spojrzenie pełne pogardy. Kątem oka spostrzegłam, że Bruce porusza się niespokojnie.
- A co mam niby robić? Latać w kółko tak jak wszyscy i udawać, że pracuję?- prychnął- Jeśli Loki się nie zmienił, a szczerze wątpię, by było inaczej, to prędzej czy później sam się ujawni.
- Aha, czyli według Ciebie mamy tu czekać na jakąś masakrę, tak?- teraz już nie byłam poirytowana, ani nawet rozjuszona. Ja byłam wściekła. Poczułam przyjemne mrowienie na skórze głowy i rąk. Po plecach przeszedł mi miły dreszcz.
Zacisnęłam pięści. Nie, nie mogę. Muszę. Się. Uspokoić.- powtarzałam sobie w myślach jak mantrę.
- O jakiej masakrze pleciesz?- wydawał się szczerze zdumiony. Czy on naprawdę jest takim debilem?
- A co ty sobie myślałeś?!- podniosłam się gwałtownie- Że Loki wespnie się na sam szczyt Empire State Building  i nam pomacha?! NIE! Jeśli już, to urządzi nam taką masakrę, że nawet my będziemy później potrzebować pomocy psychologa!- rozluźniłam się nieco. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że stoję tuż przy Starku z zaciśniętymi, gotowymi do ataku pięściami.
- Już?- Tony spytał retorycznie- Masz w tym trochę racji- skrzyżowałam ręce i uniosłam brew- No dobra, sporo racji. Ale co w takim razie zamierzasz zrobić?
- Porozmawiać z Thorem.- wycedziłam. Teraz to nawet Bruce był zdziwiony.
- Przecież on też nic nie wie.- rzucił.
- Akurat nie o to mi chodziło, Bruce- odpowiedziałam.
- No to o co?- Stark skrzyżował ręce. Cofnęłam się o dwa kroki tak, by być widoczną dla nich obu.
- Dlaczego każdy z góry zakłada, że Loki znajduje się na Ziemi?- zaczęłam z lekkim uśmieszkiem. Zawsze tak robiłam, kiedy przedstawiałam argumenty, udowadniające moją rację albo siejące ciekawość i niepewność.
- Przecież nie jest w Asgardzie, uciekł stamtąd.- wtrącił nie kto inny, jak Tony. Wywróciłam oczami.
- Jakby ci to delikatnie wyjaśnić…nie jestem debilką! Doskonale o tym wiem! Ale Asgard nie jest jedyną planetą we wszechświecie. I nie mam tu na myśli tego najbliżej otaczającego nas kosmosu- szybko dodałam, widząc, że Stark chce już coś powiedzieć.
- W, powiedzmy, ich wszechświecie jest ponoć jeszcze parę innych planet, dziewięć* bodajże.- kontynuowałam- Z jednej z nich pochodzi Loki. I nie, nie mam tu na myśli Asgardu- podkreśliłam dobitnie, aby Tony przestał mi przeszkadzać- On pochodzi z Jotunheim. Szczerze mówiąc, to wątpię, żeby teraz tam był.- zmarszczyłam brwi- W sumie to nawet nie miałby po co tam być. No ale zastanówcie się: nie sądzicie chyba, że tamte potwory i inne stwory, które na nas zesłał, pochodziły z Asgardu?- uśmiechnęłam się- Z Jotunheim również nie, bo to kraina Lodowych Olbrzymów. Zajrzelibyście czasem do jakiś mitologii, szczególnie nordyckich.- dodałam, widząc ich miny- Oni wiedzą sporo o nas. Thor, ponieważ obrał sobie za cel chronić Ziemię i w ogóle był ciekawy. Loki dla swoich niecnych planów. Nauczmy się robić to samo! Jak chcemy pokonać Loki’ego, nie wiedząc o nim nic? To za mało.- uprzedziłam pytanie Starka.- Ok, to gdzie jest Thor?- spytałam.
- Tutaj- odezwał się głos za mną.


          Drzwi z cichym sykiem zatrzasnęły się. W pomieszczeniu zostali już tylko dwaj mężczyźni. Jeden z nich zdjął okulary i zaczął masować skronie. Drugi oparł się o blat stołu.
- Ona tak zawsze?- spytał. Doktor przecząco pokiwał głową.
-  To w takim razie co jej jest? Jakieś PMS czy coś?- rzucił, niby żartem, ale widząc minę Bannera przestał się uśmiechać.
-  Nie sądzę, Stark.- odpowiedział Bruce.
Nastała cisza, w czasie której każdy z dwóch Avengersów bił się z myślami.
          Doktora Bannera męczyły wątpliwości zmieszane z niepokojem i obawami. „Dzisiaj ledwo się powstrzymała”- myślał- „Widziałem to. Jest jej chyba jeszcze gorzej, niż mi. Gdyby tylko nie chciała tego ukrywać… Rozumiem ją, ale to bez sensu. Prędzej czy później każdy się dowie, a do tego czasu będzie się tylko męczyć… Oj, Ida, Ida…co się z tobą dzieje?”.
          Z twarzy Tony’ego Starka nie dało się wiele wyczytać, ale jego myśli również krążyły wokół tej dziewczyny. Jemu też nie uszło uwadze jej niecodzienne zachowanie. „Co ukrywa?”- zastanawiał się- „ Czego nie chce ukazać? Jeśli nie podoba jej się tu, po co w ogóle jest w naszej grupie? Z tego, co wiem, nikt jej noża do gardła nie przykładał…Więc o co chodzi? I czego Fury ją zatrudnił?”- i wtedy właśnie w głowie Iron Man’a narodziło się jedno, podstawowe pytanie…
          - Jaką ona ma moc?- spytał cicho.
- Słucham?- doktor Banner zamrugał, jakby nie do końca docierało do niego pytanie Starka.
Anthony powoli podchodził do niego.
- Co ona ma takiego w sobie, że Fury ją do nas przyjął? Przecież nie może być zwykłym człowiekiem! Więc pytam się: jaki jest Wasz sekret?- stanął naprzeciwko Bruce’a.
- Posłuchaj…- doktor już zaczął się wykręcać.
- Mów.- stanowczym głosem rozkazał Tony. Banner uniósł głowę.
- Dowiesz się w swoim czasie. I nie ode mnie bynajmniej- Bruce wyminął go i opuścił laboratorium. Stark z westchnieniem usiadł na najbliższe krzesło.
„Świetnie”- myślał- „Teraz pewnie nie będę mógł nawet spać!”- uśmiechnął się sam do siebie. Nie miał zamiaru czekać. Musiał dowiedzieć się jak najszybciej.

***

* łącznie z Asgardem.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Życzenia =)

Miał być nowy rozdział, ale jednak się nie wyrobiłam. Bardzo, ale to bardzo przepraszam, za taki prezent.

Chciałam tylko, z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia złożyć Wam, czytelnikom, najserdeczniejsze życzenia. Aby te święta były ciepłe, radosne, a przede wszystkim przepełnione magią.
Aby pod choinką nie zabrakło prezentów, a w Waszych głowach wyobraźni.
Aby każdy dzień w przyszłym roku był taki, jak ten świąteczny (w tym dobrym sensie, oczywiście. Nie oszukujmy się- świąteczna gorączka nikomu nie sprzyja).

Tego życzę Wam ja, Idelle Stark, czyli inaczej Violet :)


sobota, 15 grudnia 2012

Rozdzaił 1


No to zaczynamy! Enjoy ;))

Szóstka osób stała przy okrągłym stole. Każdy miał nieco inny wyraz twarzy, ale łączyło ich jedno główne odczucie: szok. Wszyscy byli zszokowani wiadomością od Thora.
- Aż wierzyć mi się nie chce…- wyksztusił tylko Fury.
- Ale to prawda- potwierdził bóg piorunów- Loki uciekł.
- No to mamy przerąbane zapewne…- skwitowała Natasza.
- Wiadomo coś więcej na ten temat?- Nick jakby się obudził.
- Wiem tylko tyle, że zrobił to tej nocy. Strażnicy nawet go nie zauważyli, nikt go w ogóle nie widział…w Asgardzie są ponoć jakieś tajemne przejścia, ale to i tak niewiele tłumaczy…- wytłumaczył Thor, zaciskając mocniej Mjolnira.
- Zwłaszcza tego, jak to zrobił i gdzie teraz jest- dorzucił Tony.
Wszyscy westchnęli. Jak na razie byli w sytuacji bez wyjścia. Nie wiedzieli praktycznie nic konkretnego. Pozostało im tylko czekać.
- Gdzie tak w ogóle jest Bruce??- Fury już zaczynał się denerwować. Zawsze tak miał, kiedy coś nie szło po jego myśli.
- Skąd mamy wiedzieć? Mówił, że przyjdzie…- odparł Clint.
I tę właśnie chwilę wybrał sobie Banner, aby wkroczyć z wielkim uśmiechem na twarzy do sali zebrań. Kąciki jego ust opadły trochę w dół, kiedy zobaczył miny pozostałych Avengersów.
- Dzień…dobry?- przywitał się niepewnie, podchodząc do stolika i odsłaniając pewną osobę. Wszyscy na nią spojrzeli.
- Mamy złe wieści, ale może najpierw przedstawisz nam swoją…hmmm…koleżankę?- oznajmił Fury. Bruce uśmiechnął się tylko. Pozostali wciąż wlepiali się w dziewczynę, przez co zaczynała się ona czuć coraz bardziej niezręcznie. Można to było wnioskować po tym, jak wykręcała sobie palce, wiercąc się niespokojnie, jakby miała owsiki w… wiadomo gdzie.
- Ach, przedstawiam Wam moją siostrę, Idelle Maslin.- na słowo „siostra” każdy zwrócił gwałtownie swoją twarz w kierunku Bannera.
- Wolałabym, aby mówiono do mnie Ida.- dziewczyna w końcu zabrała głos. Głowy wszystkich znów zwróciły się ku niej. Uśmiechnęła się niepewnie, co tylko dodawało jej uroku. Parę osób- głównie, a właściwie tylko mężczyzn- odwzajemniło uśmiech.
- Bruce, nie chwaliłeś się, że masz siostrzyczkę- rzucił Stark dorzucając do tego jeden ze swoich rozbrajających uśmieszków.
- Bo nie jestem jego prawdziwą siostrą- teraz to z kolei Ida się roześmiała- tylko bardziej przyszywaną.
- Aha.- mądra wypowiedź ze strony Anthony’ego.
- Dobrze, w takim razie witaj wśród Avengersów! – skwitował Nick- Bo to ją miałeś na myśli, prawda?- z tym pytaniem zwrócił się do Bannera, który kiwnął głową na potwierdzenie jego słów.
- Ok., o co kaman?- spytał w imieniu wszystkich Steve.
- A no o to, że ta oto młoda dama jest jedną z Avengersów.- wyjaśnił Fury.
- Od kiedy niby?- zapytał Tony tym swoim czysto aroganckim tonem.
- Od teraz.- odparł Nick.
- Och..- skwitował multimilioner i usiadł na swoje miejsce.
- Idelle…- zaczął agent, lecz ta mu przerwała.
- Ida.- Fury spojrzał na nią z ukosa- Jak już musisz używać mojego imienia, to tylko w tej formie.- wypowiedź dziewczyny spowodowała kolejną falę zdziwienia. Nikt nie ważył się mówić do Fury’ego w taki sposób i to jeszcze takim tonem. Oczy wszystkich skierowały się ku agentowi, który teraz wyprostował się i skrzyżował ręce na piersi. Każdy z niecierpliwością oczekiwał tego, co zrobi Nick. A on tylko rzekł:
- Dobrze więc. A zatem Ido- podejdź bliżej nas, bo mam coś ważnego do przekazania- dziewczyna spokojnym krokiem ruszyła w stronę swojego „brata” i stanęła obok niego. Dopiero teraz dokładnie przyjrzała się każdemu z obecnych. Najpierw spojrzała na Tony’ego Starka. „No tak”- myślała w duchu-„ Nasz multimilioner i playboy. Prywatnie- Iron Man”. Potem zerknęła na osobę obok. „ A to zapewne nasz Kapitan Ameryka…jak mu tam? Aha, Steve. Wydaje się być miły…O, a tego nie znam….chociaż nie, momencik. Tylko jeden z Avengersów ma taki łuk. To pewnie Clint. A ta dziewczyna obok to Natasza, inaczej Czarna Wdowa. Tia…trochę się o niej nasłuchałam. O, a ten to pewnie ten wkurzający agent Coulson. A obok niego stoi…”- w tym momencie Ida zamyśliła się. Zmarszczyła brwi. Kogoś jej przypominał, tylko nie mogła sobie skojarzyć, kogo. I wtedy właśnie spostrzegła dzierżony przez niego młot. Przymrużyła oczy, aby dostrzec znaki na nim wyryte.” Już wiem!”- zakrzyknęła w myślach-„ Mój Boże, przecież to Thor! Syn Odyna! Japiernicze, to niemożliwe! On naprawdę istnieje! A to oznacza, że istnieje ta cała jego kraina- Asgard! A jeśli istnieje Asgard, to może jeszcze i inne! Jejku, przecież to spełnienie moich marzeń! Całe lata moich prac…”- i w tym oto momencie szturchnął ją stojący obok Bruce. Zdziwiona spojrzała na niego. On ruchem głowy wskazał Nicka. Dopiero w tej chwili dziewczyna uświadomiła sobie, że agent ten od dobrych paru minut wciąż o czymś nawija, a ona nawet go nie słucha.
- …dlatego ta sprawa jest taka poważna.- zakończył swoją wypowiedź Fury. „Cholera, jaka kurde sprawa?!”- wykrzykiwała do siebie w myślach. Panikę w jej oczach dostrzegł Thor. Gdy już miał coś powiedzieć, odezwał się Bruce.
- Ale jak to możliwe? Przecież macie tam takie zabezpieczenia! No i tego strażnika, który rzekomo wszystko widzi…Więc jak on zdołał uciec?- „Ok., więc chodzi o czyjąś ucieczkę. I to z Asgardu. No ale jeśli ktoś uciekł z ich krainy, to czego tamtejsze ‘władze’ powiedzmy, się tym nie zajmą?”- Ida dalej prowadziła wewnętrzne monologi.
- Cały czas się nad tym zastanawiamy. Cały Asgard został dokładnie przeszukany, ale go nie znaleziono. A to oznacza…
- Że pewnie znów jest na Ziemi, no jasne.- Natasza zakończyła wypowiedź Thora.
- W takim razie co teraz?- to najważniejsze pytanie zadał Steve.
- Oczywiście, szukanie go na naszej planecie jest trochę jak szukanie igły w stogu siana, ale każdy zna Lokiego- on bardzo lubi się wyróżniać. Poza tym jego wygląd nie ułatwi mu chowania się przed nami, więc prędzej czy później sam wpadnie. Ale my nie zamierzamy na to czekać, także poszukiwania zaczynamy od zaraz. Główkujcie też, gdzie może być i jakie może mieć plany. Tu zwracam się zwłaszcza do Ciebie, Thorze. To koniec na dzisiaj, rozejść się.- oznajmił Fury i wyszedł, a za nim agent Coulson. Pozostali nieco się ociągali, zapewne ciekawi poznania dziewczyny.
- Fury przedstawił nam Ciebie, ale nie nas tobie, to takie w jego stylu- uśmiechnął się Tony- Nazywam się Anthony Stark, ale jestem też znany pod ksywą Iron Man. To są kolejno: Steve Rogers, czyli Kapitam Ameryka, Clint Barton, nasze Sokole Oko, agentka Natasza Romanov, znana też jako Czarna Wdowa no i nasz półbóg- Thor…- Stark zawiesił się.
- Odinson- dokończył władca piorunów, podchodząc do dziewczyny. Ujął jej dłoń i pocałował. – Bardzo mi miło Cię poznać- uśmiechnął się. Dziewczyna również.
- A mnie Was- odpowiedziała- Wiecie, jak się nazywam, ale chyba znacznie bardziej wolę, kiedy zwraca się do mnie Violet.
- Violet?- powtórzył Tony.
- Tak.- potwierdziła Ida. Widząc, że Stark już otwiera buzię, by coś powiedzieć, zwróciła się do półboga. Nie chciała, aby ktokolwiek wiedział coś więcej o jej zdolnościach.- Thorze, pochodzisz z Asgardu, prawda?- Thor w odpowiedzi kiwnął głową.- Mogę wiedzieć, gdzie znajduje się twój kraj?
- Hmmm…-zastanowił się przez chwilę- Tak gdzieś, bo ja wiem…milion lat świetlnych stąd?- odpowiedział niepewnie.
- Trochę dużo…-mruknęła Violet- W stronę Słońca, czy Neptuna?
-  W zupełnie innym kierunku. Tak jakby na zachód od Ziemi.
- Yhymn…Czy to prawda, że spowija ją złoto?- kolejne pytanie ze strony Idy.
-Tak…skąd tyle o nas wiesz?- zdziwił się Thor.
- Wie o Was chyba wszystko. Bardzo interesuje ją mitologia, nawet wykładała ją jakiś czas na pewnym uniwersytecie, w ramach zajęć dodatkowych.- odpowiedział za nią Bruce.
- A co to jest mitologia?- władca piorunów zmarszczył brwi.
- To nauka o dawnych wierzeniach ludzi. Słowem: o Was. O bogach i półbogach, dziwnych stworach, monstrach, olbrzymach…
- Yhymn…
- Tak właściwie, to skąd pochodzisz?- pytanie Anthony’ego.
- Dokładnie stamtąd , skąd pochodzi Bruce. Właściwie, to wychowywaliśmy się razem.
- I nigdy nie chwaliłeś się, że masz taką koleżankę/ siostrę! - Tony niby z wyrzutem skierował to do Bruce’a.
- A po co miał się chwalić? Zresztą, pracujemy ze sobą od niedawna, nie każdy musi ci się od razu spowiadać- skwitowała Natasza.- Ok, wszyscy się już znamy, więc ruszmy swoje zadki i chodźmy obmyślać, gdzie jest kochany braciszek Thora i co tym razem kombinuje- agentka Romanov opuściła pomieszczenie, a za nią Clint i reszta Avengersów, oprócz Bannera i Idy.
- Okay, teraz mogę spytać: o co w ogóle chodzi? I o czym mówiła Natasza?- Ida natychmiast poczęła wypytywać Bruce’a o szczegóły.
- Cóż…Loki uciekł z więzienia…- tyle wystarczyło, aby Violet w mig załapała, jaki mają problem. Doskonale wiedziała, kim jest Loki oraz za co i gdzie siedział.
- No to faktycznie mamy kłopoty…

***

Niezbyt mi się podoba ten rozdział, no ale to mój pierwszy tutaj :) Jakoś trzeba zacząć.
Tak w ogóle to witam na moim blogu! Jak można wywnioskować z tego oto rozdziału oraz z nagłówka, będzie on o Avengersach- jednostce superbohaterów. Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi, polecam obejrzeć film, bo moim skromnym zdaniem jest on naprawdę świetny ;)
Zresztą, nie tylko ten jeden. Powstało mnóstwo innych o bohaterach komiksów Marvela. Fascynowałam się tymi postaciami już wcześniej, jako mała dziewczynka, oglądając o nich filmy wspólnie z moim tatą, czytając o nich komiksy i bawiąc się ich figurkami razem z moim kuzynem =)
Ostatnio w sieci wpadłam na parę blogów o tej właśnie tematyce i to pchnęło mnie, bym ja również założyła bloga i pisała opowiadanie :] No więc jestem, ze swoim własnym pomysłem. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.

Violet.